czwartek, 2 lipiec 2009

Życie to wybory.
Sztuka to podejmowanie decyzji.
Tworzę najprostsze definicje, ot, żeby wiedzieć, po co i dokąd zmierzam.
Nakładają się na siebie.
Jeden z nielicznych takich dni. Namaluję obraz. Może właśnie tak, może namaluję.

Tyle wyszło z obrazu, że ległam na podłodze.
Ponoć gramy rock łączony z didgeridu.
Deedgeereedoo.
Martwica mózgu, idealny stan. Skwar wysysa myśl. Myślmy płytko. Życie to teraz. To naprawdę dobre życie.

wtorek, 23 czerwiec 2009

o zwykłym szaleństwie.

powietrze naelektryzowane burzą
drżące
niespokojne
grzmiąca kojąca szarość.


widzę dwoje szaleńców
jak płyną z chodnikiem, z deszczem, podnoszą ręce do góry
są boso
skaczą po kałużach
jakoś tak
absurdalnie niemożliwie szczęśliwi
mają wypłukane twarze i włosy jakby spod rynny
wszystko płynie
oni tańczą
walca na raz dwa
raz
raz dwa
raztrzydwarazdwatrzyraz
w wodzie po kostki, na asfalcie tu obok rzędy
samo samo
chodów
oni nie sami, nie same
absurdalnie niemożliwe szczęśliwe
jednostki

Błyskawice przecinają niebo. Jedna huknęła w las, odezwały się alarmy. Ludzie stoją w oknach i patrzą. Biegną z parasolami.
Szaleńcy tańczą w deszczu.

Patrzę bliżej. To ja, to Ty. Tańczymy w deszczu, przecież nikt i nic nie jest już potrzebne. Jest poniedziałek, prawie jak pierwszy dzień wakacji, oni mkną z pracy do pracy od do.
My stoimy w deszczu, tak smakuje szczęście.

Dwie krople zaplątały się w Twoje rzęsy.
Błyskawica przeszyła stopy.

Jak pięknym filmem byłoby nasze życie.

sobota, 20 czerwiec 2009

jestem chyba troszkę szczęśliwa, troszkę ponad szczęśliwość tę zwyczajną, najcodzienniejszą.
słucham muzyki pocałunków. czy tylko w tytule czy też w palcach po klawiszach, płynie, tak bardzo tak bardzo chciałabym... poczekajmy do zmierzchu, do świtu.

Nie bardzo wiem, nie bardzo nawet wiem.
Co myśleć.
Gdzie spojrzeć. Czy przypadkiem nie schować się w kącie, nie spłonąć.
Że jestem.
Gdy patrzysz
patrzy
patrz
pat.
Zupełnie zupełnie.
Ścieram czarny ślad z oczu, zaraz noc, w noc, nocą, zupełnie nie wiem, co myśleć, tym bardziej, nie mogę spać. Choć jutro wstanie nowy dzień, jeszcze za wcześnie na miłość.

Mam sny w kolorze szkarłatu i ledwie widoczny cień w lewej kieszeni. Same bzdury, ostatni papieros przed kolejną próbą charakteru, jak dziwnie, zagadkowo, ale czy aby nie lubimy zagadek? A jeśli są proste, jeśli właśnie tak?

Dźwięk. Otula mnie szczelnie, może i sam dźwięk starczy. Namiastka księżyca, ułamek samotności. Gdy smutna i zmoknięta czekam, aż otworzysz mi drzwi. To już kolejny deszcz. Wyjmuję klucze z torebki.
Kropelka trucizny, zapach nocy, zapach lata, wcale nie myślę za wiele. To może tylko wiele słów. Jeszcze nie czas na smutek.
Tylko czekanie dzieli nas od.

Troszkę jeszcze pamiętam. Tak tylko troszkę, najbardziej boję się
obudzić.

czwartek, 11 czerwiec 2009

i uśmiechy mieli pełne zębów


Ciągłość wynikania krąży eliptycznie w moim umyśle najprościej. Ogarnięta twórczyszałem tkwię w tej eliptyczności, próbując znaleźć twarze i kształty dla słów. Tak wiele tak bardzo wydarza się. A wszystko jeszcze bardziej tu, w środku głowy, jest dziwnie, czasem niepokojąco.
Dławię się własną głupotą, ale o to przecież chodzi, żeby wstać i biec, o to przecież, czy może się mylę?

Chciałabym, tak bardzo próbuję znaleźć pomiędzy dla materii i ducha, tak bardzo niezdatna, nieporadna, zupełnie nie dla siebie. Czy to lekcja pokory czy zwykła zaduma nad istotą cielesności i ludzkości ogólnej, nie wiem, nawet nie jestem pewna, czy wiedzieć chcę, jednak niezależnie od chęci, wiem wyraźnie, że nie do mnie należy panowanie. Pojawiam się i znikam trochę w nocy, trochę ciemność, granatowobura szarość pochłania mój kształt, wyrzuca w nieskończoność jakikolwiek kontur.

Przechodzę coś w swoim życiu jeszcze raz, a zupełnie inaczej. Bez wizji. Bez ideałów. Bez tego czym będę, za to przez to, czym jestem. Ludzie ciągle są, czasem nawet zupełnie bez zmian, a czasem przechodzimy na drugą stronę mostu, który właśnie runął w dół. Towarzyszą mi, lecz nie jestem już ich i nic w nas od nas nie zależy. Piękna niezależność wolności. Pojawiają się jednak kolejne pułapki, ale to bez znaczenia. My już wiemy, po czyjej stronie. Już wiemy, o co. I naprawdę nie jest tak bardzo istotne, czy idziesz ze mną, czy nie. To tylko kwestia wolności.
Marzą się burze.
Tak, to pierwszy początek wakacji, których przecież już nie dawało się nawet poczuć.
Skutki nowego życia.
Chciałabym, tak bardzo chciałabym, żebyś tu tylko był i wypelnił swoim byciem każdy możliwy fragmencik. Jak absurdalna jest ta tęsknota, gdy przed chwilą trzasnęłam drzwiami, przecież życie w ten sposób jest niemożliwe...!

Może tylko piekielna młodość ma swoje prawa. A może to cena, czy może drobne wyrzeczenie na rzecz tego, o co tak naprawdę chodzi.
Nie próbując podliczać sprzeczności, przeżywam cię, życie. Ciągłość wynikania przenika.

czwartek, 4 czerwiec 2009

jest dziś troszkę smutno, ale dzień jest piękny.
w sam raz na zapomnienie.

tak wiele, tak wiele się zmieniło.
bawi mnie świat, bawi mnie. życie wyśmiewam, błahostki codzienności.
Bo tu, to nie to.
Czas już czas. Odrzucić wszelkie wczoraj. Zamknąć oczy, płynąć w górę, pod prąd.
To wszystko, co boli, nieważne.
To wszystko, co cieszy, wieczność.

poniedziałek, 25 maj 2009

Ile cudów uczyniłeś dla nas.

Jest czas, ważny czas. Jedno życie, jeden człowiek, jeden bieg, tyle do zrobienia.
Mam nowy pomysł na życie.
Zakłada śmierć. I to, co przez nią. Trudny, ale do zrealizowania.

Tymczasem uczę się walczyć. Jeszcze raz. Podnoszę się z ziemi. Ile jeszcze upadków przed nami. Ile razy jeszcze nosem w błoto. To, czego nienawidzę, to właśnie czynię. 
Ale jest ktoś, kto mnie prowadzi i słucha. Zawsze. 
Choć nie zawsze tak, jak bym chciała.
Wyprowadza dobro ze złego. Pozostawia tam, gdzie mam stać. Mówi to, co jest dla mnie najważniejsze w teraz. 

Nie pozostaje zatem nic innego jak wyszczerzyć się serdecznie patrząc w chmury. 
To, co nas czeka.
To jeszcze więcej cudów.

poniedziałek, 18 maj 2009

Słońce promieńmi.

Tak, wiosna trwa.
Uczę się patrzeć i być może widzieć. 
Nie wiem jak długo to potrwa. Może i życie, ale to piękna nauka.

Wiem już na pewno, nie ma nic bez sensu. 
Każda chwila ma znaczenie.

Kolejny raz nastał nowy dzień. Nowy czas. Nowy cel. 
Dobrze, dobrze już. Zamykam się. Ty też już skończ z tymi głupstwami.